Elizabeth Taylor poznałem na parkingu samochodowym na 57 ulicy na Manhattanie. Biegłem po odbiór auta kiedy nieomal nie wpadłem na Liz ścigając się z nią do okienka.Ona była tam pierwsza i w marszu zmierzyła mnie od stóp do głów z tym swoim lekko ironicznym  uśmieszkiem nie pozostawiającym wątpliwości who is who and what is what, ( kto jest kto i co jest co ) ale było mi przyjemnie i ciepło, kiedy tak mnie zaocznie przeleciała. 

 Stałem za nią przed okienkiem po auto i zastanawiałem się czy to jest w istocie Oryginał czy też Podróbka. Wyglądała rewelacyjnie w zielonym kombinezonie i bez wielkiego makijażu w jakim zwykle pojawiała się na różnych galach i wyglądała tak, że mógłbym w ciemno być jej “Numerem Dziewięć”.

 Miała ładny profil, piękne oczy, kruczoczarne włosy i wszystko co Elizabeth Taylor mieć powinna i jej nagłe objawienie się przede mną w letnie nowojorskie popołudnie w krzykliwym Manhattanie snującym swoją codzienną opowieść, było jakby wyjęte z filmu czy bajki.  I chciałem, żeby tak było.  Nie było wokół nas żywego ducha i mógłbym być przez chwilę  Humphreyem Bogartem w scenie z Casablanki; ja wiem? Zapalić papierosa spojrzeć na nią przeciągle i powiedzieć nisko: Hey Babe….Ale papierosów nie miałem, a ona na mnie nie patrzyła, to znaczy patrzyła i nie patrzyła , jak to kobiety robią często, miała uśmiech zastygniety w kącikach jej ust i wiem, że to był uśmiech dla mnie bo nie było zresztą nikogo dokoła,  Mr Taxi Driver.

 Kiedy tak stała zastanawiałem się co powiedzieć i że wszystkich możliwych wariantow,  które przemknęły mi przez mój młodzieńczy, głupi łeb, wybrałem najgorsze.

 - You look like Jackie Collins. (Pani wygląda jak Jackie Collins) – wypaliłem. Prawdę mówiąc liczyłem na to, że to Jackie. Było by to mniej nieprawdopodobne niż spotkanie Liz Taylor. Sęk w tym, że one się nie lubią. I tu byłem pogrzebion.

 - I am not Jackie Collins. (Nie jestem Jackie Collins) – odparła Liz bez straty uśmiechu i tempa spoglądając ciągle przed siebie.

 Przełknąłem slinę. Il cretino – myślę sobie. Jesteś totalne il cretino! W międzyczasie tak zwanym gość od samochodów się pojawił i Liz z wdziękiem otworzyła swój notesik, taki babski notesik w bordową skórę upstrzony adresami i kontaktami, o których marzyłby zapewne niejeden Hollywoodzki wannabie. Liz wyjęła z nich zbiór pocztowych znaczków. Każdy miał cenę i jej podobiznę i wart był pewnie tyle, ile całe moje auto. Myślę sobie, że na pewno na nim jest napisane kim jest ta tajemnicza postać, która nie jest Jackie Collins, a jest za młoda i za piękna ( uff) żeby być Liz Taylor.

- Can I get one too?( Czy moge tez dostac jeden?)- zapytałem przez jej  ramię i Liz z wdziękiem i uprzejmym „prosze bardzo”  wręczyła mi swój znaczek. Podetknąłem go do zaraz do oczu jak ślepiec ale nigdzie nie dojrzalem objawienia, kim jest Miss Zjawa.

Liz, myślę teraz, doskonale czytała w moich rozterkach i bawiła się dobrze. Trochę z przekory , trochę z litości wyjęła folderek fotografii.

-  To jest Larry ( Larry Fortensky –  jej ówczesny mąż numer 8), a to nasi kochani, kudłaci siostrzeńcy…..

 Liz Taylor, jedna z największych legend Hollywoodu, kobieta, której piekność niegdyś uważano za nieporównywalną z żadną z żyjących na ziemi kobiet, stała tu przede mną z albumem fotografii w dłoni, w garażu pod jej wieżowcem i cieszyła się jak dziecko z moich oh! i aha! I pomyślałem sobie, że musi być strasznie samotna z tą swoją sławą i twarzą zatrzymujacą uliczny ruch, kiedy tak wyciąga te swoje skarby z torby przed odpalantowanym gówniarzem udającym Włocha z filmu Casablanca, który mógłby być jej synem.

Podjechał Mercedes, rocznik lata 70. Nie zobaczyłem jej już nigdy więcej.

Mariusz Max Kolonko

www.maxkolonko.com




Zobacz film
ZOBACZ ALL THAT SEXBUSINESS by Max Kolonko

Odkrywanie Ameryki
KUP W AMAZON: ODKRYWANIE AMERYKI - ZAPISKI W JEEPIE - KSIAZKA MAXA KOLONKO



  • Foty

      Max Kolonko
      Max Kolonko
      Odkrywanie Ameryki
      Max na planie
      Max w Guantanamo
      Max w Utah
  • Kadry filmow