WITAMY PAŃSTWA W HOTELU GREENBRIER. ATOMOWY BUNKIER UMIESZCZONY JEST POD PODŁOGĄ….
Jest 6 rano. Początek marca 2002. Za oknem Góry Appalachy śpią. Przewracam się w pięciometrowym łóżku . Nie chce mi się wstać. Ulotka hotelowa informuje mnie, że za 30 dolarów mogę się obłożyć Węgierskim Błotem o niebywałych właściwościach leczniczych. Za 3 razy tyle obłożą mnie Ziołową Parafiną. Pokój, jak i cały hotel wystrojony jest w decor jak z filmu Shining*. Brakuje tylko dzieci śmigających po korytarzach na rowerkach . Zaprojektowała je żona osobistego lekarza Roosvelta, Dorothy Draper. 45 tysięcy, metrów materiału i 15 tysięcy rolek tapety w tajemnicze wzory liści rododendronu powodują, że miejsce jest dziwne. Przejmujące. Nieprawdziwe. Jakby za chwilę miano tu krecić jakiś thriller Hollywodu.
Ale Hotel Greenbrier jest prawdziwy. Jak piersi recepcjonistki. Myślę o niej, kiedy zamiast błotem okładam się poduszką i zapadam w bezpieczny sen. Cztery piętra pode mną drzemie 30. letni sekret Ameryki. Betonowy schron dla członków amerykańskiego Kongresu.
Mój standupper przed Hotelem Greenbrier
Budzi mnie terkot telefonu . Wake up call. Pobudka. Za kwadrans ósma. Głos w słuchawce uprzejmie przypomina mi, że o ósmej mam spotkanie w Sali Wystawowej. Ubieram się w pośpiechu, ślizgam się po wielkiej,czarno- białej szachownicy łazienki. E2- E 4przerzuca mnie do zlewu, D7-D5 do wanny. Potem lecę do windy. Naciśnij w windzie litere E- przypomina mi się wskazówka producentki. Cztery piętra w dół. Ale winda nie wyświetla takiego poziomu. Sala Wystawowa nie istnieje. Drzwi się jednak otwierają. Krótki zakręt i widzę olbrzymi hall wspierany przez 18 kolumn. Wysoki na ponad siedem metrów sufit, mierzy dobre 30 na pięćdziesiąt metrów.
„ Hotel Greenbrier miał w tajnym bunkrze pod ziemią salę, gdzie zbierać się miały połączone sesje Kongresu – dźwięczy mi w uszach raport oglądany kiedyś w kanale historycznym . W tyle dostrzegam dwie mniejsze sale: większa z nich jest obliczona na 470 miejsc -Wystarczająco by pomieścić 435 członków Izby Reprezentantów- myślę. Druga sala na 130 miejsc miała pomieścić nadzwyczajną sesję 100.osobowego Senatu.
-Sala Wystawowa była dostępna dla publiczności – słyszę już całkiem realny głos Lynn, mojej przewodniczki.- Tu odbywały się sesje General Motors. Można tu wjechać ciężarówką i podłoga się nie zawali. Prawdziwe drzwi do „placówki” znajdowały się tu, za rozsuwaną ścianą….
Paul przez 20 lat nie mówił żonie, gdzie pracuje…
-„Musieliśmy podpisać papier, że nikomu nie powiemy, co się tu święci”- mówi mi Paul Campbell. Był tu od samego początku. Pracował jako mechanik obsługujący wielkie jak beczkowozy kotły na ropę – „Groziło mi dwadzieścia lat więzienia za zdradzenie tajemnicy państwowej” – I Paul milczał. Nie powiedział nikomu, nawet żonie, która przez 30 lat myślała, że jej mąż pracuje w piwnicach hotelu. Jemu, podobnie jak i każdemu z ludzi pracujących przy budowie i obsłudze tego projektu FBI zdjęło odciski palców, sprawdzono przeszłość. Olbrzymie zbiorniki kotłowni, każdy zdolny pomieścić 25 tys galonów wody, istnieją do dzisiaj i do dzisiaj czynnie zasilają Hotel Greenbrier w ciepło. Do dzisiaj też pracuje tam Paul. Tak go też zresztą spotykam, na krześle z poranną gazetą.
Podobne strony:
« POLSKI SYNDROM | Home | UFO NAD COLORADO! »











