UFO – TAJEMNICE NIEBA NAD SALIDA
Był letni ranek 1996 roku. Tim Edwards w swoim mieszkaniu w maleńkim miasteczku Salida w Colorado nie mógł się dobrze wyspać. Jego córka od samego rana przypominała mu, że tego dnia mieli pojechać w okoliczne góry pod namiot. Tim w końcu pozbył się małego natręta:
-Zobacz, czy są chmury na niebie. Może będzie padać.
9. letnia Sarah wróciła jednak szybciutko:
- Tato, nad domem jest statek kosmiczny.
Tim zrozumiał, że dzisiaj nie uda mu się wymigać. Westchnął, wyszedł przed dom, spojrzał w niebo….i zamarł.
Tuż poniżej jaskrawej tarczy stojącego już dość wysoko słońca, Tim zobaczył długi, płaski,
świecący połyskliwie obiekt. Widok był tak nieprawdopodobny, że Tim przez moment myślał, że ciągle śni mu się sen. Rozejrzał się dookoła; ten sam co zwykle szmer samochodów pobliskiej drogi, wiatr skrzypiący zardzewiałą furtką, wypełnione wiatrem prześcieradła suszące się na sznurze. Wszystko to samo co zwykle z wyjątkiem tego jednego, istotnego szczegółu, który nie chciał odejść: bezszelestnie unoszącego się wysoko na niebie, nieco poniżej słońca, płaskiego, niezidentyfikowanego Obiektu.
Tim pobiegł po kamerę. To co nakręcił, przeszło potem do historii ufologii, jako jeden z najbardziej interesujących i najbardziej niewyjaśnionych przypadków UFO, jakie kiedykolwiek zarejestrowała kamera. Sześć i pół minuty materiału, które wstrząsnęły światem.
Do Salidy, 5.5 tysięcznego miasteczka zagrzebanego wśród gór pietrzących się wokół białych kapeluszy okolicznych gór, dojeżdżamy w południe. Micheal bez trudu odnajduje olbrzymi znak pietrzący się przy drodze: ET’s Landing ( Miejsce Lądowania UFO). Restaurację założył Tim Edwards. W środku żona Tima podaje nam z uśmiechem jadłospis: UFO-placki, UFO-ciastka, UFO-żarcie.
-Tim kończy obserwację nieba.-oznajmia z powagą- Będzie za chwilę. Knock yourself out. Rozgość się.
Gdzieś między trzecią Kosmiczną Parówką, a Jajkami Zielonego Ludzika trąciłem Michaela łokciem; jak okiem sięgnąć, ze wszystkich ścian spoglądały na nas Niezidentyfkowane Obiekty Latające. Dyski małe, duże, kolorowe i czarnobiałe z miarowo mrugającą tuż nad moją głową antenką olbrzymiego, malowanego ręcznie Jaja, w kształcie Latającego Spodka lub odwrotnie. Jedno stawało się pewne. Cokolwiek przydarzyło się Timowi Edwardsowi, zdrowo nim szturchnęło.
Kilkanaście minut poźniej podjeżdżamy pod, stojący u podnóża góry, dom Tima. Porozrzucane dziecięce zabawki znaczą obecność 10. letniej Sary, która pierwsza wystawia ciekawą głowę zza drzwi. Chwilę poźniej witam się z niepozornej postury człowiekiem w średnim wieku, którego Przybysze z Innych Cywilizacji uznali za Wybranego.
- Stanąłem o tu, w tym miejscu z kamerą i włączyłem nagrywanie -mówi, pokazując ręką niebo. – Sześć i pół minuty. Potem odłożyłem kamerę i zadzwoniłem po policję.
Tamtego dnia 27 Sierpnia 1996 roku Tim zadzwonił także do lokalnej stacji radiowej, Telewizji, Znajomego, Straży Pożarnej, Żony i na Pogotowie. Siedem telefonów łącznie. Ci, którzy wzięli go poważnie i spojrzeli we wskazywany przez Tima kwadrat nieba, zobaczyli to samo co on.
Click. Pstryka przełącznik telewizora. Bez wielkich zapowiedzi, wstępu, zaczyna się kręcić taśma video. Widzę fragment dachu, błękit czystego nieba. Potem kamera, trochę koślawo, usiłuje zzoomować na coś na niebie, poza dachem. Raptem dostrzegam maleńki pasek białego Czegoś. To Coś zaczyna oscylować, wydzielając białe w kolorze światełka przesuwające się z lewej strony Obiektu w prawą. Potem prostokącik raptem ginie, by odnaleźć się znów po chwili w oku kamery. W tle z offu dobiega głos rozczarowanej Sary:
- Czy statki kosmiczne mogą być większe?
- Huh?
- Czy staki kosmiczne mogł być większe?
- Aha.
To co utrwalił na taśmie tamtego letniego ranka Tim Edwards zobaczyło w ciągu następnych 48 godzin, 21 osób w 13 różnych miejscach w Colorado. Inni, w Californi, Arizonie, Nowym Meksyku, Montanie.
Indianie odnotować mieli to samo. Siedzę przed ekranem jak zaczarowany. Tim pokazuje teraz inne, nakręcone poźniej nad swoim domem zjawiska, Tajemniczy Obiekt zarejestrowany przez Tima Edwardsa; fragmenty nici Babiego Lata, jakieś fruwające w powietrzu owady sfilmowane tak, by pod światło wyglądały jak maleńkie statki ET, czy wreszcie orły, które odtąd zaczęły krążyć nad dachem jego domu. Siedzialem jak zaczarowany, bo jako człowiek zajmujący się obrazami video na codzień, wiedziałem, że poza serwowanym teraz post factum bullshitem, video Tima było prawdziwe.











